święcie wierzę, że poezja uratuje mi życie

02.05.2014

19. Port Literacki Wrocław

Okej, poniżej długa, nudna i nieco spóźniona subiektywna relacja, poniżej relacji trochę ogłoszeń parafialnych.

Asia Mueller mi powiedziała, że dawno nie pisałam na blogu. Pomyślałam więc, że napiszę nową notkę, później pomyślałam, że jednak nie, później, że jednak tak, i tak tysiąc razy w kółko.

Bez wiersza tym razem, nie mogę patrzeć na moje wiersze.

Trzeci w życiu Port za mną.
W piątek byłam na spotkaniu z Asią Mueller, Justyną Bargielską i Martyną Buliżańską. Prowadził Karol Maliszewski. Bargielskiej i Maliszewskiego mogłabym słuchać bez końca, kocham ich poczucie humoru. Wierszy Bargielskiej też bym mogła bez końca, nie wyrosłam z nich jeszcze.
Asia mnie ponownie ruszyła fragmentami "Powlekać rosnące", czekam na wakacje jak na zbawienie, żeby móc wreszcie na spokojnie przeczytać tę książkę i tysiąc innych.
Martyna Buliżańska mi się nie podobała. Znaczy wróć, Buliżańska jak Buliżańska, Buliżańska jest piękna i z tego, co wiem, nie jestem pierwszą osobą, która pisze o urodzie Buliżańskiej zamiast o jej twórczości. No więc Buliżańska jest piękna i czyta w sposób, który mnie drażni. Ale słyszałam, że była bardzo zestresowana, więc w sumie rozumiem.
Niezmiernie miło będę wspominać pogawędkę z Asią Mueller, która odbyłam po spotkaniu, uwielbiam Asię za to, że słuchała mojego ekscytowania się histologią (histologia jest wspaniała, dopóki nie trzeba się jej uczyć na pamięć) i ogólnie moimi studiami.
W sobotę pół dnia przesiedziałam w teatrze współczesnym, bo Dehnel-Słomczyński-Zawada, bo Ukraińcy, bo Bonowicz-Jaworski-Podsiadło, bo spotkanie nt. tłumaczeń Audena i Madacha prowadzone przez Kasię Fetlińską.
Jacek Dehnel bardzo ładnie czytał i bardzo sympatycznie rozmawiał z Zofią Król prowadzącą spotkanie. Ale co innego mogę powiedzieć jako psychofanka Jacka Dehnela? I co innego mogłabym powiedzieć, skoro Jacek Dehnel jest świetny?
Odnoszę wrażenie, że Szymon czytał, hm, trochę płasko i mało dynamicznie, może miał zły dzień, może ja miałam zły dzień i stąd moje wrażenie, w każdym razie mój ulubiony jego wiersz, Wysokie obroty, brzmiał mi najlepiej, kiedy słyszałam go pierwszy raz - podczas Połowowych warsztatów. Teraz, na Porcie, o wiele mniej wgniatał w fotel.
Filip Zawada jest nieskończenie sympatycznym i nieskończenie zabawnym człowiekiem, wprawdzie jego książeczka Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się niespecjalnie do mnie trafia, bo jakoś kompletnie nie moja estetyka, ale i tak go podziwiam za tę książeczkę, podobnie jak za Świetne sowy.
Ołeksandr Irwaneć jest niesamowicie podobny do mojego ukraińskiego wuja Wołodii, jeśli chodzi o zachowanie i sposób mówienia. To naprawdę cudowne. A Andrij Lubka jest piękny, doprawdy nie umiem znaleźć lepszego i bardziej celnego słowa. No i uwielbiam słuchać Ukraińców mówiących po polsku.
Na Jaworskim i Podsiadle bolała mnie głowa i drażniło to, że sala jest pełna. Niestety, nie jestem w stanie powiedzieć niczego głębszego.
Kasia Fetlińska jest świetną prowadzącą, ogromnie ją podziwiam. Tutaj też niczego głębszego nie będzie, bo, niestety, na tym spotkaniu byłam już nieznośnie zmęczona i miałam trudności ze skupieniem uwagi.
Ogólnie przyjemna impreza, wrocławski teatr współczesny też przyjemny, ze swoim śmiesznym żyrandolem, który zjeżdżał z sufitu i wyglądał przy tym, jakby miał intencję zatrzymać się na głowach bohaterów spotkań.



Okej. Ogłoszenia parafialne:

7 maja w kawiarni 212! w Sky Tower we Wro odbędzie się spotkanie autorskie wokół najmłodszej połezji polskiej. Pięcioro dzieciaków - Bąk, Iwińska, Sierszyński, Różewicz i ja - będzie ględziło o pokoleniu i środowisku i czytało swoje wiersze. Jeśli ktoś akurat będzie w pobliżu, to zapraszam. Linkuś do wydarzenia na fejsiku tutaj.

Po finale Bierezina humor me pytał, czy wiersze finalistów będą gdzieś publikowane, ja twierdziłam, że nic o tym nie wiem, więc raczej nie. Kłamałam - wierszątka nominowanych wydrukowali w 17. numerze "Arterii". Jeszcze nie wiem, czy polecam, bo nie miałam tego w rękach. Ale jest tam mój smutny wierszyk o lisie, więc a co tam - polecam, zapraszam, być może w jakichś empikach jest (we Wro ni ma, nie wiem, jak w Łodzi czy gdzieś).

18.12.2013

XIX Bierezin

Ostrzegam, będzie długo i nudno. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.
A więc - przed państwem nieco spóźniona, subiektywna, impresyjna i fragmentaryczna relacja z finału XIX OKP im. Jacka  Bierezina odbywającego się w ramach VII festiwalu Puls Literatury.
Jak wyglądała Łódź o 17:23, kiedy majestatycznie wytoczyłam moje szanowne cztery litery z pojazdu firmy PolskiBasDatKom? Łódź była zimna, ciemna i rozkopana (remont ul. Mickiewicza; podejrzewam, że podobnie wyglądało wnętrze ciała Mickiewicza, kiedy umierał na cholerę; moja pani profesor od epidemiologii byłaby zachwycona, serio).
Podczas spotkania z Krystyną Dąbrowską jakiś starszy pan powiedział, że wiersze Dąbrowskiej trącą banalizmem i są ubogie myślowo mimo bogatej rekwizytorni. Później jeszcze coś o nagrodzie im. Wisławy Szymborskiej i o tym, że Dąbrowska to Szymborskiej do pięt nie dorasta.
Niespecjalnie lubię wiersze Krystyny Dąbrowskiej. Byłam nastawiona raczej pozytywnie dzięki rozmowie Dąbrowskiej z prowadzącym spotkanie Przemysławem Owczarkiem (Dąbrowska mówi ładnie i ma śliczną barwę głosu), ale kiedy zaczęła czytać, mój entuzjazm osłabł. Metafora "rzemyki czułości" do teraz budzi we mnie strasznie mieszane uczucia.
Lubię Grzegorza Wróblewskiego za to, że na niektóre pytania Krzysztofa Hoffmana odpowiadał czytając wiersz i twierdząc, że to wystarczy za odpowiedź. I za to, że nie dał się zbić z tropu panu Heniowi uporczywie dopytującemu o sens wiersza "słodkie życie", w którym pojawia się Matka Boska i świnia ocierająca się o drzewo (po trzykroć).
Spotkanie z laureatem XVIII Bierezina, Pawłem Tomankiem, też było okej, Tomanek wydaje się być sympatycznym człowiekiem.
O wierszach współfinalistów niewiele jestem w stanie powiedzieć. Fascynuje mnie to, że Maciej Burda rozciągnął projekt "Wiersze dla ufo. Zwiastun" (antologia Połowu 2011) w książkę "Wszystkie wiersze dla ufo", chętnie bym ją przeczytała. Poza tym zrobiły na mnie wrażenie teksty Piotra Przybyły.
Był też koncert zespołu Bruno Schulz. Wokalista wygląda trochę jak Billy Corgan ze Smashing Pumpkins, a przy dwóch piosenkach próbował tańczyć jak Ian Curtis z Joy Division. Wywracał też pretensjonalnie oczy białkami na wierzch przy plumkaniu klawiszowych solówek. Ale za to projekcyjki, które były wyświetlane za plecami muzyków, strasznie mi się podobały - polujący ryś, żyjątka spod mikroskopu, wylęgające się komary etc. Tekstowo niespecjalnie.
Książkę wydrukują Tomaszowi Mielcarkowi. Pełen werdykt tutaj i w innych miejscach internetów.
Krzysztof Kleszcz, kiedy staliśmy w kolejce do księgowości, powiedział: "Siedziałem kiedyś w ławce z Anną Adamowicz. Ale to nie byłaś ty".

22.11.2013

quia nominor Leo



1895
jestem chłopcem w haftowanym żakieciku,
młodzikiem wykończonym koronką. stoję jak struna
oparty o poręcz, pełen dostojeństwa.
patrzę wzrokiem przenikliwym i czujnym.
w ośmiocalowym futrze twarzy
tkwi coś, co każe zapytać, widzu,
czy chcę zagadnąć  cię o poezję francuską,
czy przekłuć tętnicę wybielonym kłem?

1915
bonjour, let me introduce myself: Stefan Bibrowski.
pod blond sierścią łagodny erudyta,
prawdziwy facet, zwierz



__________
Wiersz powyżej powstał jakoś na wakacjach, jest inspirowany tym obrazem oraz ogólnie postacią Stefana Bibrowskiego (szczególnie tym, co można znaleźć w cudnej książce Monstruarium Anny Wieczorkiewicz).
Miesiąc temu byłam na Biurowym spotkaniu autorskim Justyny Bargielskiej i Wojciecha Bonowicza - Bargielska wydała bardzo ładne wznowienie jej trzech pierwszych książeczek (OKŁADKA WYMIATA NA CAŁEJ LINII), a Bonowicz wydał całkiem nową książeczkę, o której powiedziałabym, że ładna, gdyby nie to, że jej nie czytałam (właściwie nie wiem, dlaczego w końcu jej nie kupiłam, czy budżet mi się nie chciał dopiąć, czy inne licho).
Wczoraj byłam na Biurowym spotkaniu autorskim Asi Mueller i Szymona Słomczyńskiego. Asia wydała Powlekać rosnące, książkę, o której powiedziałabym, że to szkice krytycznoliterackie - gdyby nie to, że to całkiem osobna rzecz, którą ogromnie trudno wepchnąć do jakiejkolwiek szufladki, bo za nic się nie chce wpasować i zmieścić - i chwała jej za to. Szymon wydał debiut - książeczkę pt. Nadjeżdża, którą na razie znam fragmentarycznie - już po tych fragmentach widać, że bardzo wyraziście i bardzo Szymonowo - tym bardziej jestem ciekawa następnych wierszy, które podobno już się piszą i które mają być całkiem inne.
Oba spotkania były bardzo sympatycznie, nie wiem, co bym zrobiła w tym szarym, mokrym od deszczu, poniemiecko brukowanym (mieszkam teraz na Krzykach) Wrocławiu bez takich spotkań wokół poezji i prozy. Zagryzłabym własne palce.

20.10.2013

Zamiast wiersza

Od ponad miesiąca nie piszę, bo jestem koszmarnie zajęta. Od dwóch tygodni głównie studiami. Nowy rok akademicki ruszył z kopyta i obdarował mnie czterema poważnymi (fizjologia, biochemia, analiza instrumentalna, chemia fizyczna) i dwoma pierdołowatymi (higiena z epidemiologią, angielski) przedmiotami. Jest zaskakująco monotonnie, uczę się o białkach i o fizyce. I tak w kółko.
Złożoność ludzkiego organizmu niezmiennie mnie fascynuje, na wszystkich płaszczyznach, od centyliardów białek, które nieustannie zmieniają konformacje, przez komórki, tkanki, narządy, układy, po idealnie ułożoną całość. Chciałam w najbliższą sobotę pojechać do Krakowa na wystawę The human body exhibition (i przy okazji na Targi Książki), ale przytłoczyły mnie kolokwia, więc odpuściłam. Niespodziewanie D. odczytał moje myśli i podarował mi na urodziny katalog z tej wystawy. Najlepszy z Braci!
Kilka dni temu śnił mi się Grabaż śpiewający coś głosem Muńka Staszczyka. Okropnie fałszował.