święcie wierzę, że poezja uratuje mi życie

11.05.2016

1z10

Kolejny raz post bez wiersza, bo deficyt.
Znaczy tak, wiersze się piszą, powoli i opornie, ale się piszą. Bardzo bardzo luźno myślę o nowej książce, w sensie mam kilka wierszy, które napisałam już po ostatecznym zamknięciu „Wątpi”, i znalazłam do nich jakiś tam klucz, który wydaje mi się okej. Mam też mnóstwo pomysłów na nowe rzeczy (tylko nie umiem ich napisać).
Prócz pisania mam czas na czytanie, aktualnie jestem w trakcie opowiadań Gottfrieda Benna, „Katedry Marii Panny w Paryżu” Hugo, „Higienistów” Zaremby Bielawskiego i biografii Fridy Kahlo (czytanie tysionca książek naraz ssie).
Prócz pisania i czytania mam czas na coś, co szumnie nazywam „pracą naukową”. Nie będę ględzić o szczegółach, bo to raczej nudne.

A prócz pisania, czytania i pracy naukowej znalazłam pod koniec kwietnia czas na przejechanie całej Polski, żeby wziąć udział w nagraniu odcinka mojego ukochanego teleturnieju „Jeden z dziesięciu”.
Będzie można mnie zobaczyć w 11. odcinku 93. serii, 13 maja o 18:50 w TVP 2. Miałam tonę tapety na mordzie i gadałam głupoty, więc zapraszam, będzie fajnie. 

11.12.2015

Adam Bochenek wstrzykuje sobie roztwór formaldehydu



proszę mnie zrozumieć, nie mam innego wyjścia.
pół życia uważnego patrzenia:
układy nerwowe druciki prowadzące głosy
układy mięśniowe prujące się sukno
układy kostne stelaże marionetek
serca grejpfruty na gałęziach aort
czaszki słoiki pełne dżdżownic 
opalizujące błony surowicze 
pół życia unieśmiertelniania mięsa
i innych organicznych tworów Boga w Trójcy jedynego,
gotowania, zanurzania, nasycania, suszenia,
za każdym razem z tym samym dreszczem ekscytacji,
że oto kruche transmutuje w wieczne.
w trzydziestym ósmym roku życia zapragnąłem
stać się drutem, suknem, słojem, marionetką

igła przebija skórę, formalina wychodzi
rojem drobnych mrówek szepczących boże



__________
Moi psychofani zaczynają pisać e-maile z rozpaczliwymi prośbami, żebym coś wkleiła. Nie powiem, schlebia mi to i dodaje punktów do nastroju. Który od dłuższego czasu jest taki sobie, ale z pewnością znacznie poprawi się w Święta, bo powinnam mieć (wreszcie!) czas na czytanie.
Zatem powyżej jest wiersz o Adamie Bochenku, autorze przeraźliwie obszernego podręcznika do anatomii. Legenda głosi, że gdzieś w tym podręczniku zawarte są jego notatki dotyczące odczuć towarzyszących umieraniu z powodu dożylnego wstrzyknięcia aldehydu mrówkowego.
Kocham anatomię i kocham pisać takie teksty jak ten. Marzy mi się ich jak najwięcej. Aktualnie jestem u progu pisania nowego cyklu, nie mam pojęcia, co z niego wyjdzie, zakładam, że nic, ale mam cichą nadzieję, że może coś.

31.10.2015

kret Tumulus buduje dom pod cmentarzem w Szklarach Górnych



pływanie szuflami łap, ślizganie się
ciałem smukłym jak torpeda przez gliniaste warstwy,
cierpliwe wypychanie ziemi z ziemi.
efekty pracy są piękne i dobre: sypialnia wysłana mchem,
spiżarnia bogata w dżdżownice o przeciętych nerwach.
czas wykopać studnię, mówi Tumulus.
i pikuje w głąb zwinniej niż głuptak, szuka wilgoci szorstkimi palcami.
zamiast niej wyczuwa pustkę. przeczucia obce kretom.
w nozdrzach chłód, gorycz, niespełnienie. w głowie
narasta szum, którego nie sposób wyciszyć.
ostrożnie wchodzi do zbutwiałej trumny, czołga się,
zwija w kłębek pod sklepieniem żeber.



__________
To jeden z wierszy nagrodzonych w tegorocznym Syfonie. Pomyślałam dzisiaj, że spoko byłoby go wkleić, bo wpasowuje się w aktualny klimat (halloween, dziady, wszystkich świętych, zaduszki).
W Szklarach Górnych jest cmentarz parafialny leżący na ziemi ciężkiej a gliniastej, która czasami sprawia problemy, chociażby zimą (w tym momencie mam przed oczami śmieszną szpachelkę, za pomocą której mój wujek chciał symbolicznie sypnąć ziemią w ślad za trumną mojego dziadka spuszczaną w dół grobu - gruda ziemi przykleiła się solidnie do szpachelki i za nic nie chciała jej opuścić).
Cmentarna ziemia jest też zryta przez krety, któregoś razu zapragnęłam więc jednego z nich uczynić nieanonimowym i nadać mu zgrabne imię ("tumulus" to zachodnioeuropejskie określenie na wschodnioeuropejski "kurhan").
Rok akademicki póki co upływa leniwie, mam czas na kupowanie książek (uciekłam z wykładu z farmakologii celem nabycia pięciu kilogramów literatury na wyprzedaży w siedzibie BL), a nawet na ich czytanie  - skończyłam ostatnio Sanatorium Wojaczka, zauważając uderzające podobieństwo  klimatu panującego w tej książce do klimatu filmu Majewskiego (szacun więc dla niego), teraz próbuję czytać jakąś krótką biografię Fridy Kahlo.

04.10.2015

maceracja



kopiemy grób w wodzie


spoza rozchylonych bosakami powłok rzeki błysnęło
jasne czoło Celana, ciemne od wody ubranie
i rękawiczki – skórzane, zamiast dłoni

przez tydzień szorstki język drapał ciało,
zęby nicowały włókna, coraz prostsze
stawały się naczynia zawiązane w supły

za krótko na rozkład i odczyt. Celan – wciąż spójny.
szypułka dmuchawca jest sercem,
wokół którego słowo – puch

wisi na pazurach bosaków
Celan – pustka, Celan – bóg



__________
Wiersz o Celanie, konkretniej o śmierci Celana, konkretniej o wyławianiu jego ciała z rzeki.
Pamiętam, że pisałam ten wiersz zimą i że słuchałam przy tym Rapsodii węgierskiej Liszta, w kółko, obsesyjnie.
Kursywa to oczywiście parafraza fragmentu z Fugi śmierci, miażdżącego tekstu Celana.

Zaczął się rok akademicki, co jest mi wybitnie nie na rękę.
Napisałam wiersz o pawianie, którego serce w 1984 roku zostało przeszczepione noworodkowi. Może kiedyś pokażę.
W sobotę jadę do Brzegu na 17. Konfrontacje Literackie "Syfon". Jaram się jak czarownica na stosie, albowiem będzie spotkanie z autorką Upartego serca, fabularyzowanej biografii Haliny Poświatowskiej. Jak nie lubię fabularyzowanych biografii, tak ta wyjątkowo mnie ujęła.